Powiat opolski Chrząsto-
wice
Dąbrowa Dobrzeń Wielki Komprach-
cice
Łubniany Murów Niemodlin Ozimek Popielów Prószków Tarnów Turawa Tułowice

Komu wadzi pomnik w Mikolinie

Most przez Odrę obok Kolonii Popielowskiej (prawy brzeg) i Mikolina (lewy brzeg) został wysadzony przez wycofujące się wojska niemieckie 22 stycznia 1945 roku, tuż przed dojściem do Odry żołnierzy Armii Czerwonej. Że wysadzono most w ostatniej chwili świadczyć mógłby fakt, iż czerwonoarmiści, którzy pierwsi dotarli do Odry, zdołali jeszcze przejść ją po lodzie, zanim artyleria niemiecka skruszyła ten lód.

Nie jestem historykiem, tym bardziej historykiem II wojny światowej, więc nie będę szczegółowo rozwijał tematu. Nawet dla laika wydaje się jednak jasnym, że na przełomie stycznia/lutego 1945 roku czerwonoarmiści sforsowali Odrę w rejonie Mikolina, tracąc przy tym kilkuset żołnierzy. Należy do nich m.in. jedyny poległy na Opolszczyźnie radziecki generał - Wincenty Wasylewicz Skryganow. Został trafiony odłamkiem.

Fakt forsowania pod Mikolinem Odry został upamiętniony pomnikiem, który wzniesiono zaraz w 1945 roku. Nie ma w tym chyba nic nadzwyczajnego. Ważniejsze bitwy i potyczki wojenne zwykle się jakoś upamiętnia. Na zdjęciach poniżej mikoliński pomnik:

O pomniku tym niektórzy mówią, że jest szpetny. Inni dodają, że gigantyczny (w domyśle absurdalnie gigantyczny). Moim zdaniem nie ma w nim nic szpetnego i nie jest też gigantyczny. Typowy pomnik wojenny. Stoi z dala od dróg i siedzib ludzkich, więc musi być nieco większy. Z najbliższej szosy jako tako go widać. Gdyby był mniejszy, nie byłoby go wcale widać.

Z pomnikiem w Mikolinie związana jest legenda, jakoby przy forsowaniu tam Odry zginęło około 40 tys. czerwonoarmistów. Jest to oczywiście nieprawdopodobne. Straty sięgały kilkuset żołnierzy. Dziś oskarża się u nas dowództwo radzieckie, że jakoby to ono rozpowszechniło fałszywą informację o gigantycznych stratach. W żadnym radzieckim (rosyjskim) źródle nie znalazłem jednak twierdzenia o wysokich stratach w ludziach. Przy okazji trafiłem za to na informacje o generale-majorze Skryganowie, który był z Białorusi, z wioski w powiecie Rohaczów (województwo homelskie). Dziś ma on w Rohaczowie swą tablicę pamiątkową w Alei Bohaterów, choć pochowany jest we Lwowie na Wzgórzu Chwały. Poniżej zdjęcia z Rohaczowa (lewe) i Lwowa (prawe):

Z tablicy pamiątkowej dowiadujemy się, że generał-major Wincenty Wysylewicz Skryganow, Bohater Związku Radzieckiego, urodził się 22 czerwca 1903 roku w wiosce Nadiejkowiczi w powiecie Rohaczów. Wyróżnił się przy przełamaniu obrony przeciwnika i forsowaniu rzeki Odra. Poległ 26 stycznia 1945 roku. Tytuł bohatera otrzymał pośmiertnie, 6 kwietnia 1945 roku.

Jedynym znanym mi źródłem, które informowało, że pod Mikolinem poległo ok. 40.000 tys. radzieckich żołnierzy, jest wydana w 1967 roku książeczka "Województwo opolskie - przewodnik". Ma ona swoich autorów: Jerzy Bałłaban, Stanisław Michalak i Korneliusz Pszczyński.

Krytykujący dowództwo radzieckie za fałszowanie historii w sprawie Mikolina powinni byli zwrócić się do autorów wspomnianego przewodnika z pytaniem, skąd wzięli owe 40 tys. poległych czerwonoarmistów. Stanisława Michalaka można pominąć, bo to chyba biolog, więc pisał raczej o przyrodzie. Jerzy Bałłaban zmarł w 1994 roku, ale żyje jeszcze pan Korneliusz Pszczyński, który, co ciekawe, jest obecnie właścicielem pałacu w Mikolinie. Można go zapytać, skąd w przewodniku z 1967 roku wzięło się 40 tys. poległych czerwonoarmistów.

Wspomniany przewodnik kupiłem sobie na początku lat 70. ubiegłego wieku, ale sprawy takie, jak liczba poległych pod Mikolinem czerwonoarmistów, nie interesowały mnie w najmniejszym stopniu. Pod koniec lat 70. XX wieku mieszkałem już jednak w Brynicy i Mikolin był dla mnie "w odległości rowerowej". Dlatego zainteresował mnie on nieco bardziej.

Od ludzi (powiedziałbym z kręgów Wehrmachtu) słyszałem wielokrotnie o tysiącach, tysiącach poległych pod Mikolinem czerwonoarmistów. Zawsze to jednak było w takim sensie, że ruskie wojsko to durnota. Garstka ołpów z Volkssturmu wystrzelała 40 tys. ruskich wojaków. Zawsze to była krytyka Armii Czerwonej.

Słyszałem też legendy, że generał-major Skryganow nie zginął raniony odłamkiem, ale został rozstrzelany za nierozumne posłanie na śmierć 40 tys. radzieckich żołnierzy. Dlatego już w końcu lat 70. miałem poczucie, że owe 40 tys. poległych to krytyka durnoty Armii Czerwonej. Trudno więc podejrzewać, że ten fałsz jest autorstwa radzieckiego dowództwa. Wydaje mi się, że radzieckie dowództwo rozumiało doskonale, że jego zadaniem jest, by śmiercią bohaterską ginęli żołnierze przeciwnika, a nie właśni. Źródłem fałszywki o 40 tys. poległych pod Mikolinem czerwonoarmistów były raczej jakieś polskie kręgi antyradzieckie. Dlatego wyjaśnienie tej sprawy wydaje się warte zachodu.

Zostaje jeszcze sprawa obecnego stanu pomnika. Konieczny jest tam remont. Grupa społeczników ze "Stowarzyszenia Kursk" (dowiedziałem się o tym stowarzyszeniu przygotowując ten artykuł), przeprowadziła we wrześniu tego roku najniezbędniejsze prace przy pomniku. Ale to nie może być tak, że społecznicy robią to za własne pieniądze, albo wysyłają prośby o dofinansowanie do Rosjan. Wolałbym, żeby "Stowarzyszenie Kursk" otrzymywało pomoc finansową naszego państwa na takie remonty. Poniżej link do filmu z prac "Stowarzyszenia Kursk" w Mikolinie:

https://www.youtube.com/watch?v=awp_3TXvEnU

Polecam też drugi film, pokazujący okolicę pomnika z lotu ptaka:

https://www.youtube.com/watch?v=gDrn-lRj0L0

 

 

Zaloguj się aby dodać swój komentarz.

X

Witryna korzysta z plików cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Jeśli nie chcesz, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim urządzeniu zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".