Powiat opolski Chrząsto-
wice
Dąbrowa Dobrzeń Wielki Komprach-
cice
Łubniany Murów Niemodlin Ozimek Popielów Prószków Tarnów Turawa Tułowice

Wspomnienie Śp. Księdza Radcy Henryka Zająca

Minął już miesiąc od Jego śmierci, a wciąż trudno nam się z nią pogodzić, bo prawie pół wieku (lata 1959-2006) był niezrównanym Proboszczem w naszej parafii Ochodze, w Gminie Komprachcice, gdzie wzorowo pełnił swe duszpasterskie obowiązki w pięknym barokowym kościele pod wezwaniem Św. Marcina i Najświętszej Maryi Panny Królowej.

Średnie pokolenie parafian właściwie ukształtował, bo prowadził je od narodzin do życia dojrzałego. Nazywano go „Księdzem z prawdziwego powołania”, bo jego skromne, bogobojne życie było wiernym naśladowaniem Chrystusa i ofiarną służbą innym. Wszyscy pamiętamy go jako Kapłana Bożego, bardzo skromnego i rozmodlonego, który na pierwszym miejscu stawiał zawsze Boga, potem wiernych, a dopiero na samym końcu siebie, zazwyczaj jednak w ogóle o sobie zapominał, stojąc  zawsze z boku, na końcu, cichy, niepozorny, niewidoczny, ledwie zauważalny, a mimo to znało go, podziwiało, a nawet nam zazdrościło wielu mieszkańców naszej gminy i nie tylko…

Był wiernym Synem Tej Ziemi – Śląskiej Ziemi, gdzie - jak wielu swych rówieśników - przeżył jej wojenną tragedię i niezwykle trudne czasy powojenne.

Urodził się 11 lipca 1931 roku w małej wsi Karłubiec z parafii Otmęt, gdzie już 19 lipca – w kościele pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny Wniebowziętej - został ochrzczony. Dnia 2 maja 1940 roku przyjął I Komunię Świętą i w tym samym roku kardynał Adolf Bertram udzielił mu sakramentu bierzmowania.

Po zakończeniu szkoły podstawowej ówczesny proboszcz z Otmętu poprosił ojca Księdza Henryka, aby pozwolił synowi kontynuować naukę w gimnazjum, gdyż widzi w nim swego następcę i modli się o jego powołanie. Jak się później okazało – jego modlitwy  zostały wysłuchane…

Niestety, działania wojenne na tych terenach przerwały naukę w szkołach i na zawsze odmieniły życie wielu śląskich rodzin, które straciły bliskich – pomordowanych we własnych domach lub wywiezionych na wschód. Także ojciec małego wówczas Henryka został wywieziony na przymusowe roboty do Rosji, gdzie zginął tragicznie w wypadku w kopalni, a rodzina nigdy nie poznała miejsca jego pochówku.

Sam Henryk, jako nastolatek, również został – razem z kolegą - uprowadzony z domu, w celu wywiezienia do pracy w Rosji, ale po trzech dniach wrócił, zwolniony ze względu na młody wiek, ku nieopisanej radości matki, która uznała to za cud wyproszony u Boga.

W 1947 roku przyszły ksiądz ukończył siódmą – ostatnią wtedy klasę szkoły podstawowej, po czym, by pomóc matce w utrzymaniu rodziny, przez kolejny rok ciężko pracował, jak wcześniej jego ojciec, w Zakładach Wapienniczych w Gogolinie, gdzie cały czas rozmyślał nad wyborem dalszej drogi w życiu.

Kiedy 1 września 1948 roku został uczniem szkoły ogólnokształcącej stopnia licealnego w Opolu, wiedział już, że chce być księdzem, gdyż przedtem zrezygnował z planowanego wcześniej zawodu elektryka. Zdanie 13 czerwca 1951 roku egzaminu dojrzałości otworzyło mu wreszcie drogę na studia teologiczne i filozoficzne, które rozpoczął w październiku tego samego roku w Wyższym Seminarium Duchownym w Nysie, a skończył pięć lat później w Opolu.

Tak oto nadszedł upragniony dzień święceń kapłańskich, które przyjął w katedrze opolskiej 17 czerwca 1956 roku, a już parę dni później - 26 czerwca tegoż roku, w przepełnionym kościele, ze wzruszonym starym proboszczem na czele, odprawił swoją Mszę świętą prymicyjną . Były to pierwsze w tym kościele prymicje po wojnie, a on był pierwszym Prymicjantem. Spełniło się wielkie pragnienie dawnego proboszcza, ale przede wszystkim jego własny życiowy wybór, w którym wspierała go cała rodzina, a zwłaszcza matka, która była z niego bardzo dumna, bo choć po wczesnej śmierci męża została z dziećmi sama, to udało jej się wychować syna na kapłana. Po latach zaś, kiedy zamieszkała z synem, jako jego gospodyni, w nowej plebanii, tuż obok świątyni, cieszyła się, że nareszcie ma tak blisko do kościoła, co było dotąd marzeniem jej życia…

Pierwsze kroki w pracy duszpasterskiej Ksiądz Henryk stawiał jako wikary przy kościele pod wezwaniem Św. Jadwigi w Chróścicach, pod czujnym okiem tamtejszego proboszcza – Jerzego Wyrwola, który jako mistrz i zarazem ojciec ukazywał mu blaski i cienie wybranej drogi życiowej. Jednak niedługo pozostał jedynie wikarym, bo już 18 lutego 1959 roku został zamianowany proboszczem młodej powojennej parafii Św. Marcina w Ochodzach, gdzie niestrudzenie i nieprzerwanie wypełniał kapłańskie obowiązki do 2006 roku, kiedy to w wieku 75 lat odszedł na zasłużoną kapłańską emeryturę i zamieszkał wraz z innymi starszymi księżmi w Domu Księży Emerytów w Opolu, w którym przebywał aż do swej śmierci.

Mieliśmy wielkie szczęście, że Ksiądz Henryk został posłany właśnie do nas i przebywał z nami tak długo, bo był wzorowym Duchownym i zarazem Gospodarzem naszej parafii, w której z wielkim oddaniem i poświęceniem sprawował kapłańską posługę, dbał o wiernych, świątynię i całą parafię, a przede wszystkim pochylał się nad każdym potrzebującym i zawsze miał dla wszystkich czas, nigdy nie narzekał, nie skarżył się, cierpliwie znosił choroby i przeciwności losu.

Uczynił dla nas bardzo wiele, nie tylko w sferze duchowej, gdyż z Jego inicjatywy, przy współpracy wiernych, w parafii powstały: plebania, salka katechetyczna, kamienna grota fatimska, kaplica przedpogrzebowa i boisko ministranckie oraz powiększony został miejscowy cmentarz. Nieustannie też czuwał nad odnawianiem i konserwacją samego kościoła, wiejskich kapliczek i krzyży przydrożnych. Nieraz widzieliśmy go, jak w ubraniu roboczym, w starym kapeluszu osobiście maluje wnętrze świątyni, naprawia instalację elektryczną lub naprawia stary samochód…

Kochał dzieci i młodzież, skupiając wokół siebie wszystkich chłopców - jako ministrantów, a dziewczęta - w Gronie Dzieci Maryi i organizując dla nich różne ciekawe spotkania – zawsze rozwijające duchowo. W ciekawy sposób prowadził lekcje religii, a Jego barwnie opowiadane historie biblijne skłaniały do dalszego studiowania Biblii w domu. Jako miłośnik Różańca Świętego, przyczynił się do spopularyzowania tej modlitwy w naszej parafii przez utworzenie Koła Żywego Różańca.

W trudnych dla Kościoła czasach socjalizmu organizował pielgrzymki religijne i stworzył w salce katechetycznej… salę kinową dla młodzieży, w której wyświetlał nigdzie wtedy niedostępne filmy religijne. Pamiętam te niezapomniane wieczory kinowe, w pełnej po brzegi sali, której nie chcieliśmy opuścić przed końcem seansu, mimo bardzo późnej pory…

Sprawy materialne nigdy nie były dla niego ważne. Żył bardzo zwyczajnie, w skromnie urządzonej plebanii, zawsze zadowolony z tego, co ma. Był dostępny o każdej porze dnia i nocy, zawsze gotów nam służyć radą i pomocą. Od osób niemajętnych nie chciał przyjmować ofiar, a swoją szkolną pensję za nauczanie katechezy przez wiele lat przekazywał dzieciom z domu dziecka. Bardzo długo poruszał się po parafii pieszo lub na otrzymanym od ministrantów rowerze, zastąpionym potem przez motorower, a następnie motocykl. Pierwszy – używany samochód dostał w prezencie od kolegi, bo był jedynym księdzem w okolicy bez własnego auta…

Za swą wzorową służbę kapłańską otrzymał 17 grudnia 1982 roku z rąk księdza biskupa Alfonsa Nossola tytuł Dziekana honorowego, a w 1996 roku – z okazji 40-lecia Kapłaństwa został obdarzony godnością Radcy duchownego, jednak te zaszczytne tytuły w żaden sposób nie zmieniły jego pokornej postawy wobec życia. Z okazji Jubileuszu 300 lat kościoła w Ochodzach napisał książkę „Parafia Ochodze wczoraj i dziś”, którą zadedykował swoim parafianom. W książce szczegółowo przedstawił historię naszego starego, zabytkowego kościółka oraz życie religijne w parafii, zwłaszcza w latach jego kapłańskiej posługi.

Był Człowiekiem wielkiej wiary i wytrwałej pracy, Kapłanem głębokiej modlitwy, bogobojnym i rozmodlonym, cichym, pokornym i niezwykle skromnym, ale też energicznym i bardzo pracowitym, zawsze pogodnym i otwartym na potrzeby innych, a przede wszystkim całym sercem wiernym swemu Powołaniu, posłusznym Kościołowi i oddanym kochającym go parafianom, dla których był zarazem Proboszczem i Ojcem, zawsze mającym czas dla swych dzieci i służącym im całym sobą.

Najlepszym testamentem, jaki nam zostawił jest jego całe święte życie, którym w każdej chwili dawał świadectwo wiary, jego służebna postawa i pokora wobec Bożych planów. Pokazał nam, jak się modlić, jak kochać Boga i ludzi i jak im służyć oraz jak znosić wszystko, co Bóg na nas zsyła. Pokazał nam też, jak żyć, aby na pierwszym miejscu stawiać zawsze Boga, bo wtedy wszystko inne będzie na właściwym miejscu…

Ksiądz Radca Henryk Zając odszedł od nas do Boga 29 października 2015 roku, po długiej i coraz bardziej uciążliwej chorobie, cierpliwie, z różańcem w ręku, znosząc towarzyszące jej cierpienie. Dnia 3 listopada uroczyście odprowadziliśmy go na miejsce wiecznego spoczynku - na naszym cmentarzu parafialnym, gdzie – zgodnie z jego wolą – został pochowany „pośród swych owieczek”.

Na zawsze pozostanie w naszej pamięci jako Najgodniejszy Następca Chrystusa i zarazem Najpokorniejszy Sługa nas wszystkich, ale przetrwają też w nas wszystkie mądre słowa, gorliwe modlitwy i dobre czyny, które wypełniały jego ciche i święte życie, będące wielkim darem i wzorem dla nas. Obyśmy zawsze mieli między nami takich świętych Kapłanów jak On…

Wdzięczna za pierwsze nauki religii, bezcenny dar Słowa Bożego i piękne świadectwo żywej wiary
Autorka:  Liliana  Wencel

 

Zaloguj się aby dodać swój komentarz.

X

Witryna korzysta z plików cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Jeśli nie chcesz, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim urządzeniu zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".