Powiat opolski Chrząsto-
wice
Dąbrowa Dobrzeń Wielki Komprach-
cice
Łubniany Murów Niemodlin Ozimek Popielów Prószków Tarnów Turawa Tułowice

Mieszkaniec, czyli nikt – nagrania z sesji Rady Miasta Opola z 31 sierpnia

©Leszek Myczka

Dzisiejsza sesja Rady Miasta Opola obfitowała w okazje, żeby przyjrzeć się stosunkowi zarówno radnych, jak i prezydenta miasta do obywateli. Żeby wychwycić niuanse, proszę obejrzeć transmisje i nagrania. Są one dostępne zarówno na stronie Obywatelskiego Opola (nie obyło się bez problemów z transmisją na żywo), jak i w zdecydowanie lepszej jakości na stronie miasta.

Zatkany wentyl bezpieczeństwa

Rada Miasta składa się – w teorii – z ludzi takich jak my, tyle że obytych z procedurami urzędowymi i zdolnych do procedowania uchwał. Powinna rozumieć naszą troskę o miasto i wspierać nas w inicjatywach oddolnych. Zgodnie z §46 Statutu Miasta Opola, Rada Miasta pełni też funkcję kontrolną wobec prezydenta miasta i dyrektorów miejskich jednostek organizacyjnych. Co miesiąc mamy do czynienia przeważnie z kilkoma skargami od obywateli i stowarzyszeń. Jednakże patrząc wiele miesięcy wstecz, widzimy, że skargi te są odrzucane jednomyślnie. Obojętnie, czego dotyczą i jak sprawnie są argumentowane. Z treścią skarg rzadko zresztą mamy okazję się zapoznać, a przebieg posiedzeń komisji możemy poznać jedynie ze zdawkowych protokołów.

Nie robiąc sobie w związku z tym wielkich nadziei, stowarzyszenie KOP - Miasto dla Ludzi złożyło skargę na prezydenta miasta i dyrektora MZD w sprawie konsultacji dotyczących trasy średnicowej i obwodnicy południowej. Oto ona: https://drive.google.com/file/d/0B22CICtDnrr9M3VWZWUyQzRiUUk/view 
Zauważenie nieprawidłowości i potwierdzenie tego faktu na piśmie przez naszych przedstawicieli mogłoby ukrócić powoływanie się na wyniki konsultacji jako na rzekomo wiarygodne i aktualne źródło informacji o nastrojach społecznych. Mogłoby też oszczędzić nam dalszych kroków prawnych. Ten wentyl bezpieczeństwa jednak nie zadziałał.

Treść skargi została radnym wysłana e-mailem, a w niej czarno na białym wymieniliśmy z obszernym uzasadnieniem liczne zastrzeżenia, włącznie z zarzutem niestosowania się przez władze miasta do własnego regulaminu owych konsultacji i do najważniejszych dobrych praktyk. Radni jednak odrzucili skargę bez pytań i bez dyskusji – tak jakby było im obojętne, że naszym zdaniem doszło do złamania zasad, a w konsekwencji będziemy mieć niepotrzebną trasę, której nie chcą ludzie, a wkrótce jeszcze jedną przy ul. Podmiejskiej. Najnowsza sonda NTO pokazała, że o ile mieszkańcom Opola da się możliwość wypowiedzenia w sposób anonimowy, będą w większości przeciwko trasie średnicowej. Także obwodnica południowa, dwujezdniowa i z rozbudowanymi węzłami, przebiegająca na nasypie i gigantycznych estakadach nad stawami, będzie dla wielu przykrym zaskoczeniem.

Nie bez znaczenia jest fakt, że przewodniczący Ociepa, wbrew § 69. 1 Statutu, nadał skardze bieg z półtoramiesięczną zwłoką. I mimo że opóźnienie umożliwiło radnym pełniejsze zapoznanie się i zastanowienie się nad treścią skargi i konsekwencjami jej odrzucenia, poświęcili jej mniej uwagi i emocji niż zadowi konia projektowanego za pół miliona złotych pomnika Kazimierza I Opolskiego, uczestnika V wyprawy krzyżowej, który ma stanąć w Rynku, a którego wizerunek jest objęty tajemnicą.

Argumentację oparto na tym, że w momencie przeprowadzenia konsultacji pan Zbigniew Bahryj nie był jeszcze dyrektorem MZD. Miało to wystarczyć także za argument przeciwko uznaniu skargi wobec prezydenta Wiśniewskiego. Ratusz i MZD w osobie jak najbardziej dyrektora Bahryja powołują się i będą dalej się powoływać na nieprawidłowo przeprowadzone konsultacje. To właśnie ze względu na jego powtarzające się epatowanie w mediach rzekomym poparciem społecznym dla trasy zdecydowaliśmy się po niemal dwóch latach zaalarmować Radę Miasta.

W protokole czytamy, że pani radna Soppa "przedstawiła wyniki badania". W rzetelnym badaniu liczyłby się materiał dowodowy, jego autorzy i dobro ich miasta, zauważono by złamanie §8 Regulaminu konsultacji, odniesiono by się do tego faktu, skontaktowano by się ze skarżącymi. „Wyniki badania” przyjęli właściwie wszyscy członkowie tej komisji, czynnie lub biernie. Przyjął je też przewodniczący komisji rewizyjnej, pan prof. dr hab. Piotr Wieczorek. To właśnie on i jego komisja są tymi, którzy mają stwierdzić ewidentną nieprawidłowość w kwestii, której "nikt nie rozstrzygał". Odbieram to w ten sposób, że tym „nikim” jesteśmy my, mieszkańcy miasta, członkowie stowarzyszenia. My, którzy zadajemy sobie trud patrzenia władzom na ręce w krytycznej sprawie, jaką jest przecięcie miasta w najbardziej wartościowym i godnym zachowania miejscu trasą samochodową. Ten nasz trud jest traktowany jako bezwartościowy i niweczony. http://www.opole.pl/wp-content/uploads/2017/08/Druk-nr-1100.pdf

W tej sytuacji jedynym błędem, przy którego wytknięciu komisja miała rację, była mylna data 2017 zamiast 2015 w treści skargi (w nagłówku była poprawna). Ale, co ciekawe, nikt z radnych, którzy widzieli ten błąd i mieli szereg innych obiekcji, nie spróbował się z nami skontaktować celem wyjaśnienia. To jakiś nowy standard badawczy: nie pytać, nie czytać, nie dociekać, nie badać.

Trzeba odnotować, że im bardziej zbliżała się pora procedowania skargi na sesji, tym bardziej pusto robło się na sali. Jeden po drugim, radni z teczkami i torebkami w rękach mijali mnie i znikali za drzwiami. W pewnym momencie pani radca prawna wstała i zaczęła liczyć. Wtedy stało się jasne, że nie będzie kworum. Telefonowano, żeby ściągnąć na salę dwoje radnych. Żywię nadzieję, że nieobecni wyszli zapoznać się w terenie ze stratami, jakie przyniesie trasa średnicowa.

Za odrzuceniem skargi było 17 radnych: Elżbieta Bień, Jan Chmiel, Dariusz Chwist, Florian Felger, Maria Gwizdak, Jacek Kasprzyk, Marzena Kawałko, Marek Kinder, Barbara Koc-Ogonowska, Grażyna Kolanko, Sławomir Kruk, Piotr Los, Anna Łęgowik, Engelbert Słowik, Łukasz Sowada, Andrzej Trybuła i Małgorzata Wilkos. Wstrzymało się trzech: Krzysztof Drynda, Marcin Gambiec, Jolanta Kawecka. Nie głosowało 12 osób: Sławomir Batko (na komisji był za odrzuceniem), Jan Damboń, Tomasz Kaliszan, Marek Kawa, Krzysztof Kawałko, Zbigniew Kubalańca (na komisji był za odrzuceniem), Piotr Mielec, Marcin Ociepa, Przemysław Pospieszyński (na komisji był za odrzuceniem), Justyna Soppa (na komisji była za odrzuceniem), Piotr Wieczorek (na komisji był za odrzuceniem) i Agnieszka Zakrzewska-Kubów. Formalnie nieobecnych było czterech radnych: Irena Dzwonkowska, Piotr Szlapa (nie przyjęto od niego przysięgi), Renata Wilk (na komisji wstrzymała się) i Tomasz Wróbel.

Wśród komunikatów na następną sesję usłyszeliśmy o wniosku PTTK o utworzenie na wyspie Bolko i wyspie Pasiece parku kulturowego. Nowa sesja, nowa nadzieja.

Obywatel obywatelowi nierówny

Oprócz treści, nie mniej istotna jest atmosfera, w jakiej procedowano każdy z trzech zgłoszonych w tym dniu wniosków obywatelskich. Różnic nie da się przeoczyć. Teoretycznie, idea każdego z wniosków była na tyle szlachetna, że nie powinny żadnej z nich przesłonić niedociągnięcia formalne. Ratowanie bioróżnorodności dzięki miejskiej hodowli pszczół, ochrona zatrudnionych przed wyzyskiem i ulgi komunikacyjne dla dawców krwi wymagałyby jednakowej uwagi, otwartości i gotowości pomocy samorządowców w wyeliminowaniu ewentualnych wad prawnych. Niestety, ten drugi wniosek – akurat ten, który w najwyższym stopniu i w najbardziej bezpośredni sposób wpłynąłby zbawiennie na los największej liczby ludzi, krzywdzonych za to, że coś z siebie dają – został przyjęty w sposób lekceważący, obcesowy, wręcz brutalny.

Każdy z projektów obywatelskich został przedstawiony przez osoby związane z samorządem lub polityką. O miejskich pasiekach opowiadał pan Grzegorz Krukowski, wiceprezes Młodych Konserwatystów, który podczas pierwszej manifestacji Dobrzenian w stolicy pojechał za nimi, żeby głosić swoją miłość do Opola. Na zdjęciu widzimy go z panią Kariną Piechotą związaną z Gazetą Polską i radą dzielnicy NWK. Uwiecznia ich pani Małgorzata Wilkos, m.in. wiceprzewodnicząca Rady Miasta i szefowa biura poselskiego pana Patryka Jakiego. Za jej plecami przygotowują swe wystąpienie pan Adam Pieszczuk z Zielonych, były radny Opola, oraz pan Michał Pytlik, rzecznik opolskiej Razem, inicjatorzy (wraz z Unią Pracy) akcji w obronie praw pracowniczych, znani także ze zdeterminowanego sprzeciwu wobec powiększenia Opola. Są świadomi tego, że komisje wskazały ich projekt do odrzucenia, ale nie przypuszczają, że za chwilę zostaną oskarżeni o kłamstwo przez prezydenta miasta. Po nich, znów w spokojniejszych warunkach, wystąpi jeszcze pan Arkadiusz Jasiński – nauczyciel akademicki i prezes Młodej Prawicy w Opolu, który – podobnie jak towarzyszący mu pan Piotr Ziubroniewicz, pracownik Biura Organizacji Pozarządowych – jest członkiem Collegium Nobilium Opoliense.

Problemy pierwszego świata

W przypadku proponowanego prezydentowi miasta kontraktu społecznego, ważniejsze od meritum okazało się określenie „pracowniczki” użyte zgodnie ze zwyczajem partii Razem w tytule. Nie przypadło ono do gustu radnych, którzy najpierw uznali je za obraźliwe (pani dr Koc-Ogonowska), a potem zakwestionowali jego istnienie, choć „Wielki słownik ortograficzny” i „Słownik j. polskiego” pod red. W. Doroszewskiego wymieniają je jako żeński odpowiednik „pracownika”, bynajmniej nie jako zdrobnienie. Radni w większości jednak już wielokrotnie dowiedli, że nie lubią poświęcać zbyt dużo czasu na sprawdzanie, doczytywanie ani weryfikowanie informacji czy hipotez.

Choć referowanie rozpoczęło się od podziękowań i zaledwie niewinnej aluzji do jednostronnego kontraktu z czasów powiększania Opola, zapanował nastrój znany z forów internetowych, gdzie wypominanie domniemanych przejęzyczeń często stanowi wstęp do udowodnienia komuś, kto chce pomóc ludziom, że jednak chce tym ludziom zaszkodzić. Brak szacunku objawiał się również tym, że podczas referowania akurat tego projektu niektóre grupy radnych i pracowników Ratusza na widowni oddały się błogiemu gadulstwu. Tak więc w chwili, gdy oddolni inicjatorzy głowili się, jak pomóc choć trochę współmieszkańcom, ci oficjalnie mianowani od niechcenia i w atmosferze drwin im w tym przeszkadzali.

Konsekwentnym w słowach i czynach trzeba… bywać

Kontrakt społeczny miał polegać na tym, że Urząd Miasta i inwestorzy korzystający z ulg podatkowych gwarantowaliby umowę o pracę i wypłatę na poziomie min. 70% średniej krajowej, a także dążyliby do objęcia zatrudnionych pakietem socjalnym. Celem byłoby uniknięcie przypadków zatrudnienia na drastycznie złych warunkach (Hongbo, Straż Miejska, zwłaszcza folwark przy ul. Partyzanckiej), a dzięki temu zatrzymanie emigracji i podniesienie mocy nabywczej, będącej kołem zamachowym całej gospodarki.

Wzbudziło to oburzenie radnych, mimo że sam prezydent miasta już dawniej wskazywał na konieczność i możliwość podobnych mechanizmów. Klauzule społeczne są również zalecane przez NIK i Unię Europejską, a Uniwersytet Opolski od niedawna je stosuje.

Rada Inwestorów Opola w akcji

Dla pana radnego Kawy przeszkodą było to, że wnioskodawcy nie są związkiem zawodowym ani nie pozyskali oficjalnie zinstytucjonalizowanych podmiotów. Obywatel nie jest dla niego wystarczająco odpowiednim podmiotem, co nie ma pokrycia z wymogami w Statucie Miasta. Taka postawa sugeruje nie wprost, że wnioskodawcom nie należy się zaufanie ze strony uszczęśliwianego przez nich na siłę społeczeństwa.

Gdy brakuje argumentów przeciwko słuszności celu wniosku, warto zarzucić wnioskodawcom metody „niezgodne z przepisami”. I tak właśnie panowie Pieszczuk i Pytlik usłyszeli, jakoby namawiali do łamania prawa. Pani radna Bień nie zaproponowała przy tym żadnego innego rozwiązania, które nie wzbudzałoby u niej obaw o legalność, mimo że dopiero co napomknęła o jednym z dostępnych narzędzi: o możliwości wystosowania rezolucji do władz państwa. Prościej jest orzec „nie-da-się!”.

To stanowisko poparła pani radna Soppa, która odesłała obywateli do poszczególnych dyrektorów firm (oczywiście z pominięciem prezydenta miasta jako pracodawcy UM). To bardzo wygodne rozwiązanie zaimplementowane w białych rękawiczkach, ponieważ obywatele w starciu z jednym tylko szefem korporacji nie mają szans, a co dopiero z dziesiątkami naraz. W obliczu umowy CETA zwłaszcza.

Przytoczę opinię komisji: „Komisja Społeczna i Zdrowia wnioskuje do Rady Miasta Opola o odrzucenie projektu uchwały. Uzasadnienie: Ustawa o samorządzie gminnym z dnia 8 marca 1990 r. określa zadania gminy. Prezydent powinien działać w taki sposób, aby pozostawać w związku z ustawowymi zadaniami gminy oraz jej organów. Zadaniem gminy nie jest ingerencja w swobodę działalności gospodarczej przedsiębiorców z pominięciem regulacji obowiązujących ustaw”. Opinia prezydenta miasta i skarbnik była również negatywna. (http://www.opole.pl/wp-content/uploads/2017/08/Protok%C3%B3%C5%82-nr-34-...)

W dyskusji zabrakło głosu pana radnego Dryndy, który jest wiceprezesem WSSE Invest Park Sp. z o.o. (głosował za odrzuceniem projektu).

Pułapka legalizmu

Zasada legalizmu, a dokładne jej nadgorliwa interpretacja, jest tym, co w moim odczuciu może sparaliżować działanie samorządu i sprowadzić go do funkcji fasadowej. Najbardziej zastanawiają mnie gesty samych władz samorządowych ku samoograniczeniu.

Art. 7 Konstytucji głosi, że organ władzy publicznej ma działać na podstawie i w granicach prawa. Tu dygresja: wypadałoby, żeby podmioty, które domagają się przestrzegania Konstytucji, również jej konsekwentnie przestrzegały, także np. w kwestii zrównoważonego rozwoju.

Wnioskodawcy wyraźnie skierowali uwagę radnych w stronę klauzul społecznych, które (podobnie jak klauzule ekologiczne) są umocowane w prawie europejskim i krajowym, w szczególności w Prawie zamówień publicznych. Także w samej Ustawie o SSE jest Art. 8.1. pkt 4, a w nim „prowadzenie działań promujących podejmowanie działalności gospodarczej w strefie” jako jedno z zadań zarządzającego (w naszym przypadku jest to spółka Invest Park, mogąca zlecać osobom trzecim realizację). Ustawa o SSE w Art. 9,10 i 18 przydziela część kompetencji wobec inwestora ministerstwu (plan SSE), a część zarządzającemu (regulamin SSE). Ustawa ta nie reguluje, w jaki sposób i przez kogo uprzywilejowany pracodawca mógłby być skłoniony do dzielenia się swoim przywilejem z pracownikiem.

Krytyczni radni woleli zawęzić uwagę do Ustawy o samorządzie gminnym, choć zasada legalizmu wcale nie na tym polega. Jednak nawet sama Ustawa o samorządzie gminnym nie zamyka szczelnie zakresu zadań rady gminy ani innych organów samorządowych. Art. 6. 1. brzmi: „Do zakresu działania gminy należą wszystkie sprawy publiczne o znaczeniu lokalnym, niezastrzeżone ustawami na rzecz innych podmiotów”. To Konstytucja RP otwiera kompetencje samorządu terytorialnego na oścież. Art. 163. głosi, że „samorząd terytorialny wykonuje zadania publiczne nie zastrzeżone przez Konstytucję lub ustawy dla organów innych władz publicznych”. Może gdyby Rada Miasta postanowiła w drodze uchwały wymóc podniesienie minimalnej stawki w całym mieście, kolidowałoby to z kompetencjami ministerstwa właściwego do spraw pracy. Tu jednak chodzi o kontrakt, w który dobrowolnie wchodzi sam urząd jako pracodawca wraz z jednostkami podległymi, a także przedsiębiorcy, którzy równie dobrowolnie decydują się na skorzystanie z oferty już silnie przekształconej interwencjonizmem ze strony i rządu, i samorządu. Kontrakt ten opierałby się na zasadzie: przedsiębiorca dostaje od władz konkretną ulgę, a w zamian ma dać swoim pracownikom konkretne warunki. Nieważne, że ulga wynikałaby z jednego przepisu, a warunki zatrudnienia z innego, o ile oba przepisy byłyby spójne z całym systemem prawnym.

Art. 7.1. Ustawy o samorządzie gminnym mówi o zaspokajaniu potrzeb zbiorowych – a jakiż inny cel ma klauzula społeczna, jak nie fizyczne przetrwanie członków zbiorowości, począwszy od tych najsłabszych? Gdybyśmy mieli zdelegalizować wszystkie działania niewymienione z nazwy w żadnej ustawie dotyczącej samorządu gminy, być może musielibyśmy zrezygnować z Budżetu Obywatelskiego i wielu innych potencjalnie pożytecznych inicjatyw. Tymczasem przykładowo dla BO znaleziono podstawę prawną wtórnie – w oparciu o jednostki podległe lub konsultacje społeczne. Kolejność była taka: samorządy ustaliły potrzebę – wkrótce znaleziono przepisy umożliwiające jej realizację. Była dobra wola – jest rozwiązanie.

Podobnie można by umieścić kontrakt społeczny w istniejących ramach prawnych. Bowiem nawet jeśli skupimy się na tych zadaniach, które są dosłownie wymienione w tej Ustawie, znajdziemy np. Art. 18.2. pkt 9h dotyczący „tworzenia, likwidacji i reorganizacji przedsiębiorstw, zakładów i innych gminnych jednostek organizacyjnych oraz wyposażania ich w majątek”. Między innymi w tym zapisie jest potencjał uruchomienia żądanych mechanizmów, zwłaszcza w obrębie urzędu. W tym jednak problem, żeby urząd tak samo żądał tych mechanizmów, jak strona społeczna…

W Art. 16-17 Konstytucji zestawione są obok siebie samorząd terytorialny i zawodowy, przez co jasne staje się pokrewieństwo obu. Żaden samorząd nie może ograniczać wolności podejmowania działalności gospodarczej, ale czy istnieje jednoznaczny związek między ustaleniem godziwego minimum dla pracownika a ograniczeniem owej wolności? Moim zdaniem, związek jest zbyt luźny. Zresztą każdy inwestor ma otwarty zbór możliwości zapewnienia kwoty do podziału na godziwe płace dla swoich pracowników. Zwłaszcza skoro w obywatelskim projekcie mowa jest o preferencjach wobec inwestorów, którzy sprostaliby wymaganiom, a nie o wykluczeniu pozostałych, nie można mówić o dyskryminacji. Dyskryminacją prędzej mogłoby zostać nazwane to, że na SSE nie ma szans skorzystać drobny rzemieślnik, sklepikarz albo restaurator, którego usługi są ściśle związane z byciem blisko ludzi, w centrum miasta, z ludzkim wymiarem i charakterem działalności. Dlatego że zgodnie z Art. 2 Ustawy o SSE, strefy muszą być niezamieszkałe, a Art. 16 ustala minimalną wielkość inwestycji. Dodajmy do tego trudności na tle mobilności i transportu i już widzimy, że SSE bynajmniej nie powstały dla dobra lokalnych mieszkańców. 

Przeglądając orzeczenia NSA, natrafiłam na II OSK 1331/09, a w nim dyskusję Art. 94 Konstytucji RP w porównaniu z Art. 92: „W granicach upoważnienia jest pozostawiona swoboda regulacji, co jest wyrazem pozostawienia organom samorządu terytorialnego samodzielności prawnej w kształtowaniu, za pomocą przepisów prawa miejscowego wykonywania zadań o charakterze lokalnym. Daje to podstawę do wyprowadzenia reguły, że podstawy do stanowienia przepisów prawa przez organy samorządu terytorialnego nie można domniemywać, ale w razie przyznania delegacji nie jest właściwą wykładnia ograniczająca samodzielność samorządu terytorialnego do regulacji przedmiotowej”.

Nie wykluczam, że istnieje przepis, który by wprost zabraniał gminie podpisania kontraktu społecznego. Nie mogę też zagwarantować, że da się przewidzieć wszelkie konsekwencje takiej decyzji – jak żądania strony społecznej mogą ewoluować albo jak ten precedens mógłby zostać wykorzystany w innych samorządach. Przewiduję, że jeśli dałoby się wdrożyć ten kontrakt społeczny, to wiele samorządów poszłoby w ślady Opola i wytworzyłaby się bardzo interesująca rzeczywistość, w której samorządy stopniowo znalazłyby się w pozycji znacznie silniejszej niż teraz, zaskarbiwszy sobie konsumentów, pracowników i najmniejsze i najbardziej lokalne przedsiębiorstwa, a przez większe przedsiębiorstwa mogłyby zacząć być traktowane po partnersku. Być może rzeczywistość CETA nie byłaby już taka przerażająca.

Moim zdaniem, najsłuszniejszym krokiem byłoby gruntowne sprawdzenie ze sztabem obiektywnych specjalistów, na ile kontrakt jest wykonalny. Ta część zapisu, która nie byłaby wykonalna, powinna zostać po prostu dostosowana do istniejącej rzeczywistości prawnej. Do takiego przedsięwzięcia jednak potrzeba atmosfery zgoła odmiennej niż śmichy-chichy z pracowniczek i pracowniczków.

Tu dochodzę do ciekawego wniosku: Jeżeli projekt uchwały w ocenie pani radnej Bień należy odrzucić jako niezgodny z przepisami, to na jakiej podstawie dostał się on w ogóle na głosowanie? Powinien był przepaść w komisji, doczekać się propozycji modyfikacji, względnie wrócić do wnioskodawców.

O drzwiach, które puszczają tylko w jedną stronę

Nie da się nie odnieść wrażenia, że przez dziury w przepisach mają tylko uciekać kolejne prawa, ale już nie ma ich przez nie przybywać. Pan Michał Pytlik wskazywał na omijanie prawa nakazującego zawieranie umów o pracę za pomocą pośrednictw pracy – proceder, któremu władze, jeśli faktycznie mają na względzie dobro wspólnoty, muszą jakoś zaradzić. Kontrakt nie wprowadza w tym aspekcie niczego nowego, niczego nielegalnego. Pomógłby tylko w uszczelnieniu luk prawnych i wyeliminowaniu sytuacji, w której ogólna słaba pozycja negocjacyjna pracownika jest wykorzystywana do wymuszenia na nim niekorzystnej dla siebie decyzji. Mimo że przedstawiciel wnioskodawców cierpliwie i wyczerpująco, jak dzieciom, wyjaśnił podstawy realnych mechanizmów interakcji między pracownikiem a pracodawcą i swoje postrzeganie roli władz samorządowych jako przedstawicieli ludzi, radni z tego niczego nie wynieśli. Nie pomógł także apel pana Adama Pieszczuka, żeby Opole wreszcie zaczęło się szanować i nie przyjmowało każdego inwestora na najgorszych dla siebie warunkach. Wysokie ceny w Opolu powodują, że nie sposób się tu utrzymać, więc podejmuje się tak dramatyczne decyzje jak albo wyjazd, albo dołączenie do układu.

Tu wkroczył pan przewodniczący Ociepa, który wzmiankę o przykładzie członka układu raczył pomylić z pominięciem uczestnika dyskusji (pominięciem, którego nikt się nie dopuścił), a także dążył do skrócenia dyskusji na sesji pod pretekstem, że takowa się już odbyła na komisji. Przewodniczący uznał też, że nie należy umożliwić przytoczenia stanowiska trzeciego wnioskodawcy – pana Bogusława Deca – ponieważ mógł przyjść, a nie przyszedł. To był kolejny przejaw braku zrozumienia dla ludzi pracy, którzy nie tylko na sesję nie mogą przychodzić, ale czasem przechodzi im bokiem całe życie. Spodni nie kupią, bo kramarz zwija się o 13:00. Słońca w zimie nie zobaczą, bo zachodzi, zanim gwizdek ogłosi fajrant. Czasem, kiedy są w pracy, ich dzieciak z kluczem na szyi biega zagubiony i pyta obcych wujków o drogę. Czasem, zanim dogadają się w kadrach, umrze ktoś z ich chorujących bliskich.

Tak więc panu Decowi została odebrana możliwość wypowiedzenia się, a tymczasem sala zaczęła pustoszeć, bo radni – jeden po drugim – zaczęli sobie wychodzić przez drzwi w sobie wiadomych celach.

Co złego, to nie ja

Po wystąpieniach państwa radnych Bień, Soppy, Kawy i Ociepy, niczym trałowiec płynący w śladzie za niszczycielami, pan prezydent Wiśniewski zrobił sobie łatwą kontrofensywę i zarzucił wnioskodawcom kłamstwa. Nie omieszkał się również powołać na symboliczną datę – jego zdaniem, to on, korzystający z WSSE, jest spadkobiercą Solidarności, a wnioskodawcy stawiają mu nierealne wymagania, rzekomo krzywdząc samych pracowników. Stosowane chwyty były grubo ciosane, bo np. fakt istnienia umów o pracę w samym UM miał być dowodem na to, że problem omijania tego obowiązku nie dotyczy wszystkich pracodawców objętych projektem kontraktu. A przecież dopiero co pan Pytlik wskazywał na prywatnych przedsiębiorców w podstrefie, którzy omijają ten wymóg poprzez wykorzystanie pośrednictw pracy. Zresztą, choć niewiele mam wspólnego z urzędnikami, ale ze swych nielicznych kontaktów zdążyłam wywnioskować, że za normalne uważane jest np. wysyłanie urzędniczek po zmroku do prywatnych domów, od Zaodrza aż po Grudzice, bo wyżsi rangą zwlekali do ostatniej chwili z procedowaniem uchwały obywatelskiej. Nie wnikam, czy dostają za to jakiekolwiek nadgodziny, wystarczy mi to, że w ogóle pada taka propozycja nie do odrzucenia.

W tym miejscu prezydent Wiśniewski stwierdził, że WSSE nie jest jego dziełem. Owszem, nie on ją utworzył, bo gdyby tak było, bylibyśmy o tym raz na tydzień informowani w mediach. Ustawa przewiduje tworzenie SSE przez rząd, ale wniosek ministerstwa jest opiniowany przez samorząd województwa i gminy. Do SSE można przyłączyć obszar na wniosek samorządu gminy. Opole ma podstrefę od 2008 roku. Prezydent Wiśniewski, w tamtym czasie radny i wiceprzewodniczący RM oraz przewodniczący klubu radnych PO, wkrótce potem wiceprezydent, na plakatach wyborczych chełpił się sprowadzaniem inwestorów. Planuje budować i poszerzać w mieście i wokół niego mnóstwo dróg samochodowych, udając, że one są dla mieszkańców i że pyta ich o zdanie, licząc się z ich odpowiedzią. Wizerunkowo i podatkowo czerpie garściami z każdej nowej lokalizacji w strefie. Podczas powiększania miasta, wybrał sobie obszary strefy z Karczowa, a resztę miejscowości odrzucił. Czynnie dopieszcza też strefowych inwestorów, np. wprowadzając ulgi w podatku od nieruchomości. Taka ulga nie tylko jest zupełnie dobrowolna, ale też bynajmniej nie jest wprost wymieniona w Ustawie o samorządzie, gdzie zapewne chciałaby ją widzieć pani radna Bień.

Razem Opolskie odniosło się do tej nagonki na Facebooku: „Opole wybiera drogę rozwoju Trzeciego Świata. Władze i większość radnych naiwnie wierzą, że jak największa liczba inwestorów bezwarunkowo stworzy konkurencję o pracownika i spowoduje podwyżkę płac. To wielokrotnie zweryfikowana, skrajnie wolnorynkowa fikcja. Prezydent Wiśniewski powołuje się na tradycję "Solidarności", zarzucając nam tęsknotę za PRL. W swym niewiarygodnym świadectwie ignorancji zapomniał, co było napisane w 21 postulatach. Ówczesna "Solidarność" walczyła dokładnie o to, co my: o osłony pracownicze i podwyżki pensji, a nie przywileje dla prywatnych inwestorów kosztem pracowników.”

Specjalne Względy Polityczne

Eksperci i osoby interesujące się tematem coraz częściej wskazują na to, że SSE w obecnym kształcie przynoszą więcej strat niż korzyści, a w najlepszym razie nie rozwiązują problemów. Bo też sens ich istnienia polegał na walce z bezrobociem, którego mlekiem i miodem płynące Opole podobno nie ma. Niekorzystne są strefy dające duże ulgi podatkowe dla firm tworzących "proste" miejsca pracy, wymagające niskich kwalifikacji – tak uważa ekspert IBnGR, Stanisław Szultka (https://www.forbes.pl/specjalne-strefy-ekonomiczne). Uwagę na zbyt mały nacisk na innowacyjność zwracają dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek z Konfederacji Lewiatan oraz Krzysztof Ślęzak z Agencji Rozwoju Przemysłu (http://www.polskieradio.pl/42/5725/Artykul/1785186,Za-specjalnymi-strefa...). Natomiast Marcin Pociecha, przedstawiający się jako „zwykły obywatel, który mówi i pisze, to co myśli”, dostrzega korupcjogenny wymiar stref (http://wgospodarce.pl/opinie/6102-czy-specjalne-strefy-ekonomiczne-sa-na...) . Potwierdzałoby to spostrzeżenie dra Andrzeja Cieślika z Katedry Makroekonomii i Teorii Handlu Zagranicznego na Wydziale Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego, który wykazał, że lokalizacja stref niekoniecznie wynikała z interesu gospodarczego, a bardziej politycznego (https://www.obserwatorfinansowy.pl/tematyka/makroekonomia/strefy-ekonomi...).

W ulotce na temat Opolskiej Podstrefy WSSE, do głównych atutów podstrefy zaliczone zostały wprost „niskie koszty pracy” oraz „przychylność i pomoc administracji samorządowej i rządowej”. Mieszkańcy Opola wiedzą, że niskie koszty pracy oznaczają dokładnie to samo co niskie wypłaty dla nich. O przychylności władz również mogliby wiele powiedzieć, vide upór w kwestii trasy średnicowej. Czytamy dalej: „Samorząd Miasta oferuje ulgi dla inwestorów, jak również daleko idącą i wszechstronną pomoc na wszystkich etapach procesu inwestycyjnego: wyborze terenów inwestycyjnych, sprzedaży gruntów po atrakcyjnych cenach, uzbrojeniu terenów pod inwestycje, załatwieniu pozwoleń.” Robi to ten sam samorząd (a raczej jego oficjalni przedstawiciele), który nie widzi potrzeby zachowania resztek chodników dla Opolan. Przynajmniej pana Deca daliby zacytować… http://www.bip.um.opole.pl/zalaczniki/2725/UM-Podstrefa_A4_301007pl.pdf

Zwyciężą argumenty czy oskarżenia?

Za odrzuceniem kontraktu społecznego podpisanego przez 333 mieszkańców było 20 radnych: Elżbieta Bień, Jan Chmiel, Dariusz Chwist, Krzysztof Drynda, Florian Felger, Maria Gwizdak (na komisji wstrzymała się – teraz dała się przekonać panu prezydentowi), Jacek Kasprzyk, Marek Kawa, Krzysztof Kawałko, Marzena Kawałko, Barbara Koc-Ogonowska, Grażyna Kolanko, Sławomir Kruk, Marcin Ociepa, Justyna Soppa, Łukasz Sowada, Andrzej Trybuła, Piotr Wieczorek, Małgorzata Wilkos i Agnieszka Zakrzewska-Kubów. Wstrzymało się 7 radnych: Jan Damboń, Marcin Gambiec, Marek Kinder, Piotr Los, Piotr Mielec, Przemysław Pospieszyński, Engelbert Słowik. Brak głosu – 5 radnych: Sławomir Batko (na komisji był za odrzuceniem), Tomasz Kaliszan, Jolanta Kawecka, Zbigniew Kubalańca, Anna Łęgowik. Wnioskodawców czynnie nie poparł żaden radny.

„Nie dajcie ludziom fałszywej nadziei!” – na zakończenie zakrzyknął do wnioskodawców pan prezydent. Zgodnie z zasadami poprawnej polszczyzny, można się zwrócić per „wy” do dorosłych, niespokrewnionych i niespoufalonych osób w jednym przypadku: gdy są one niewolnikami.

O ekologii, dobrodziejstwie i innych walorach

Wywiązała się dyskusja w temacie obniżenia kwoty abonamentu za parkowanie na dowolnej ulicy w strefie A z 240 do 100 złotych. Abonamenty w wysokości 20 zł uprawniające do parkowania na jednej z dwóch ulic pozostają przy tym bez zmian. Wnioskodawca, pan radny Drynda, motywował to koniecznością umożliwienia mieszkańcom centrum parkowania blisko domu. Natychmiast zarzucono mu prywatę, uderzanie w prawa zmotoryzowanych spoza strefy i zmniejszenie liczby miejsc parkingowych. Żywiono obawę, że mieszkańcy centrum będą korzystać z przywileju bez umiaru, jeżdżąc na krótkie dystanse po centrum. Nielicujące z człowieczeństwem starcia o miejsca parkingowe i niszczenie podwórek tratowano z powagą godną walki o prawa człowieka. Pani radna Kawecka zwróciła jednak uwagę na to, że nie wypada z góry traktować mieszkańców centrum jako osoby gotowe wykorzystywać niecnie wszelkie możliwości. Przy procedowaniu dało się zauważyć, że nasi decydenci traktują wszelką mobilność poza samochodem osobowym jako odstępstwo, coś incydentalnego. Nie każdy będzie przecież jeździł rowerem lub autobusem – tak byli przekonani i przekonywali.

Obniżenie abonamentu może dać i pozytywne, i negatywne rezultaty, a najprawdopodobniej nie będzie zbytnio odczuwalne dla bywalców centrum, zwłaszcza przy aż takiej tolerancji dla bezprawia. Osoby porzucające samochody np. w tarczy skrzyżowania, poza wyznaczonymi miejscami, nie są nijak rozliczane nawet z biletu parkingowego, a odholowywanie nie jest praktykowane. W innych miastach zwiększanie rotacji nie sprawdza się tak bardzo jak zmniejszanie liczby dostępnych miejsc parkingowych, więc można żywić cień nadziei na to, że ta zmiana, włącznie z zamknięciem pl. Kopernika, może zachęcić paru sprawnych fizycznie kierowców do próby dotarcia do centrum lepszą metodą niż samochodem. Jeżeli zostaną tam godnie przyjęci, mogą już na zawsze zostać na własnych nogach, co byłoby bardzo dla miasta korzystne.

Władze Opola wyraźnie chcą jakoś zagospodarować elektorat myślący ‘ekologicznie’. Nie ograniczyły się tylko do wystawienia „swojego” młodego ekologa. Poszły dalej: pomogą gminie Czersk w odbudowie dróg rowerowych po katastrofalnych burzach. I choć w Opolu drogi rowerowe kończą się gwałtownie na ruchliwej arterii, która pochłania ludzkie życie (Ozimska, Witosa, a nawet Grudzicka będąca w strefie 30) i „nie ma pieniędzy” nawet na pilne rozstawienie barierek na wysokości ul. Kani, gdzie lada chwila dojdzie do nieszczęścia, na zewnątrz warto się pokazać prorowerowo. Finanse się znajdą, wszak 100 tys. zł to niewielka część kwoty, którą rokrocznie Opole będzie miało po przeniesieniu granic daleko w głąb czterech sąsiednich gmin wbrew ich woli.

Przyjęto informację o stanie środowiska, w którym zwróciłam uwagę na to, że nie uwypukla się problemu dobowych wartości i wahań stężeń pyłów zawieszonych. To właśnie nagłe wzrosty są najbardziej niebezpieczne dla osób z grupy ryzyka, podczas gdy raport skupiał się na wartościach uśrednionych.

Mamy dwa nowe plany zagospodarowania: Śródmieście IVd i Wójtowa Wieś II; mieszkańcom radzę się szczegółowo zapoznać. Zwolennikom sportów zorganizowanych polecam także uchwałę w sprawie zniżek za korzystanie z obiektów sportowych, w tym Okrąglaka. Radni i pan wiceprezydent Rol nie mogli dojść jednoznacznie do porozumienia, czy wprowadzenie tej uchwały nie wykluczy czasem biletów za złotówkę i dużych zniżek dla niepełnosprawnych.

Z dofinansowania polderu Żelazna zrobiono informację na stronie Opola tak sformułowaną, że nieuważny czytelnik może pomyśleć, iż to miasto prowadzi jego budowę. Władze uznały też za hojność własną decyzję o dofinansowaniu obwodnicy Czarnowąsów, które wraz z elektrownią miały zostać włączone do Opola włącznie z ową obwodnicą. To nie ostatnie z frapujących stwierdzeń, jakie można usłyszeć na nagraniach z sesji. Zachęcam do śledzenia interesujących Państwa wątków i dzielenia się z mieszkańcami swoimi spostrzeżeniami.

Nasze nagrania:
https://www.facebook.com/ObywatelskieOpole/videos/475132952863743/
https://www.facebook.com/ObywatelskieOpole/videos/475172382859800/
https://drive.google.com/drive/folders/0B22CICtDnrr9WjlEUVExYWZmZkU

Nagranie na stronie miasta:
http://www.opole.pl/xlvii-sesja-rady-miasta-opola-31-sierpnia-2017-r/

Projekty uchwał (tym razem zamieszczono też autopoprawki, za co dziękuję):
http://www.opole.pl/projekty-uchwal-xlvii-sesji-rady-miasta-opola-31-sie...

Zaloguj się aby dodać swój komentarz.

X

Witryna korzysta z plików cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Jeśli nie chcesz, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim urządzeniu zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".